Kontynuacja filmu Teściowie, zaadaptowanego ze sztuki teatralnej autorstwa Marka Modzelewskiego. Tym razem rodzice panny młodej i matka pana młodego, których ślub nie doszedł do skutku w części pierwszej, wybierają się do luksusowego hotelu, gdzie ma odbyć się uroczystość. Tak jak poprzednim razem, cały komizm ma wynikać z przeciwstawienia postawy nieporadnych prowincjuszy i obytych w świecie, ale cynicznych dorobkiewiczów. Niestety, Modzelewski tym razem, zamiast subtelnego dłuta wrażliwego artysty, ciosa skrypt zardzewiałą siekierą. W rezultacie, zamiast interesującej fabuły, dostajemy projekcję wszystkich możliwych stereotypów, znanych już aż za dobrze z innych filmów. Czy tak skonstruowana komedia śmieszy? Możliwe, nie jest to jednak z pewnością śmiech oparty na inteligentnym humorze, bliżej mu natomiast do rechotu towarzyszącemu kabaretowemu skeczowi. Aktorzy robią, co mogą, by uratować ten wątły scenariusz, ale ich wysiłków starcza zaledwie na pierwsze pół godziny, zwłaszcza iż boleśnie brakuje wielkiego nieobecnego, czyli Marcina Dorocińskiego. Wszystko inne jest w filmie Alabrudzińskiej zaledwie poprawne: zdjęcia w standardowych zestawieniach niebieskości i żółcieni, typowa narracja, niezbyt interesująca muzyka. Niestety, Teściowie 2 okazują się po prostu filmem nudnym i mało wyrazistym. I tylko jedna rzecz jest gorsza od tej smutnej konstatacji, mianowicie wyraźne otwarcie na trzecią część, która – nie mam co do tego żadnych złudzeń – jeszcze bardziej rozwodni kapitalny pomysł wyjściowy. Szkoda.
Filmowa opowieść o jednym z najbardziej tajemniczych seryjnych morderców XX wieku. Fincher, który ma wprawę w opowiadaniu mrocznych historii – wszak to spod jego ręki wyszło fenomenalne Siedem – tym razem niestety wyraźnie się pogubił. Zodiak jest przede wszystkim o godzinę za długi, co wyraźnie widać zwłaszcza w miejscach, w których narracja zaczyna powtarzać te same informacje. Sprawia to, że w pierwszej połowie akcja nie tylko toczy się ospale, ale także meandruje bez celu. Co gorsza, mimo stu pięćdziesięciu minut, film nie wykorzystuje szansy na sportretowanie pełnokrwistych postaci, obdarzonych osobowością i głębszym życiem psychicznym. Nawet jeśli uznać, że jest to świadome nawiązanie do kina noir, w którym protagoniści to twardzi faceci bez cech dystynktywnych, nie zmienia to faktu, iż taka decyzja decyduje o wrażeniu, jakie Zodiak po sobie pozostawia. A to jest niestety – siłą rzeczy – blade. Owszem, nieco ładnych zdjęć i klimat początku drugiej połowy ubiegłego wieku wciąż się bronią, nie wystarczy to jednak, by – podobnie jak w przypadku Gone Girl – o produkcji pamiętać tydzień po jej obejrzeniu. Jeżeli zaś czegoś spodziewać się po Fincherze, to właśnie tego, iż dostarczy on małego dzieła sztuki, a nie produktu jednorazowego użytku. Szkoda.
Klasyk kina akcji. Grupa najemników ląduje w środkowoamerykańskiej dżungli, by uratować porwanego polityka. Nikt z żołnierzy nie spodziewa się, że o wiele większym zagrożeniem niż partyzanci będzie mordercza istota z Kosmosu. Jak to zwykle u McTiernana bywa, śledzimy losy twardych facetów strzelających z czego tylko się da i wysadzających wszystko, co można zdetonować. Predator nie jest jednak zwyczajnym katalizatorem adrenaliny: wrażenie robi świetnie poprowadzona akcja, autentyzm świata przedstawionego, a także pomysłowe zabiegi techniczne w czasach raczkującego CGI. Niestety, w tej pracującej na najwyższych obrotach maszynie chrzęści kilka zapiaszczonych kół zębatych. Najgłośniej zgrzyta rola Arnolda Schwarzeneggera, który został zatrudniony przede wszystkim ze względu na muskulaturę, a nie talent aktorski. Na tle nieco kartonowych, ale przekonująco wykreowanych sylwetek współtowarzyszy broni wypada on po prostu blado, bardziej jako archetyp macho, nie zaś dopracowana psychologicznie postać. Nie da się także ukryć, że z perspektywy bez mała czterdziestu lat film nie wywołuje już takiego wrażenia jak kiedyś. Być może jest to wynik tego, iż fabuła nadaje się do jednokrotnego obejrzenia, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że suspens opiera się na niewidocznym w pierwszej połowie zagrożeniu, które – zidentyfikowane – nie potrafi już wzbudzić tych samych emocji. Mimo swych ograniczeń, Predator to nadal solidny kawał kina akcji, który zestarzał się całkiem nieźle. Na niezobowiązujący filmowy wieczór – jak znalazł.
Dwójka nowojorskich policjantów zatrzymuje japońskiego przestępcę, którego mają przetransportować do ojczyzny. Oskarżony jednak ucieka, Amerykanie ruszają zaś w pogoń za zbiegiem. W teorii opis ten, brany w raz z rokiem produkcji, sugeruje, iż będziemy mieli tu do czynienia z klasycznym dla lat osiemdziesiątych tzw. cop movie.
Teatr trójki autorów. Nieporadny i neurotyczny księgowy mafii (Topher Grace) ma zeznawać przeciwko swym szefom. Ochronę ma mu zapewnić agentka U.S. Marshals (Michelle Dockery). Na drodze stanie im pilot samolotu (Mark Wahlberg), którego zadaniem jest zabicie policjantki i transportowanego przez nią świadka.
Bezimiennym Miastem wstrząsa fala morderstw. W pościg za sprawcą ruszają policyjny weteran, Somerset (Morgan Freeman) oraz nowicjusz, Mills (Brad Pitt). Okazuje się, że zbrodnie nie są przypadkowe, a stojąca za nimi potworna myśl o krok wyprzedza działania stróżów prawa. Już ten krótki opis powinien wskazywać, że największym atutem Siedem jest fenomenalny, świetnie pomyślany scenariusz.
Młody nuworysz i cynik Maciej jedzie do rodzinnej miejscowości na Białostocczyznę. Po drodze zabiera tajemniczego autostopowicza, Damiana. Tymczasem w nieodległym Tykocinie trwają przygotowania do procesji z okazji Bożego Ciała. Film Kwiecińskiego zadaje bardzo ważne pytania dotyczące wiary i niewiary.
Dokumentalna historia poświęcona Teresie Tuszyńskiej, prostej dziewczynie z warszawskiej – robotniczej naówczas – Woli. Tuszyńska w latach 60. XX wieku cieszyła się sławą jednej z najpiękniejszych gwiazd filmowych. Niestety, nałóg alkoholowy sprawił, że kariera gwiazdy znanej chociażby z Do widzenia, do jutra Janusza Morgensterna bardzo szybko dobiegła końca, przez co ostatnie ćwierć wieku Tuszyńska spędziła w zapomnieniu, borykając się z nałogiem.
Członek rodziny magnatów gier planszowych bierze ślub. Nim jednak jego żona dołączy do familii, musi przejść osobliwy test. Ten bardzo skompresowany opis ujmuje właściwie całą fabułę, w której pojawia się przekazywana z pokolenia na pokolenie klątwa, satanizm i satyra na świętość rodziny. Niestety, mimo iż Bettinelli-Olpin i Gillett chcą połączyć rasowe kino gore z komedią, mają zdecydowanie zbyt mało wyczucia i subtelności, by powstały mariaż uznać za udany.
W wyniku zbiegu okoliczności Szyja (Paweł Domagała) zostaje sobowtórem celebryty Mikołaja Mazura. Dzięki temu może od podszewki poznać zepsuty świat warszawskiego show biznesu. Jak można się domyślić po tym lakonicznym, choć streszczającym znaczną większość fabuły opisie, w kontynuacji Wkręconych Piotr Wereśniak ponownie operuje na sprawdzonym schemacie qui pro quo.