Młody nuworysz i cynik Maciej jedzie do rodzinnej miejscowości na Białostocczyznę. Po drodze zabiera tajemniczego autostopowicza, Damiana. Tymczasem w nieodległym Tykocinie trwają przygotowania do procesji z okazji Bożego Ciała. Film Kwiecińskiego zadaje bardzo ważne pytania dotyczące wiary i niewiary. Wbrew pozorom, udzielona odpowiedź nie jest jednoznaczna i pokazuje gradient postaw, dążąc zarazem do ich psychologicznego pogłębienia i zrozumienia. Jako akademik zainteresowany tematyką, muszę także docenić scenariusz, który pod pozorem słownych przepychanek między Maciejem a jego pasażerem, przemyca poważne i bynajmniej nieuproszczone rozważania teologiczne, które – jak to zwykle w takich przypadkach bywa – nie doczekują się rozstrzygnięcia. Aby jednak nie zabrnąć w tanie moralizatorstwo, reżyser wybrał niespotykany język do opowiedzenia historii, mianowicie – groteskę. Dlatego nawet w kulminacyjnym, pełnym dramatyzmu punkcie widz raczej uśmiecha się, zamiast płakać. I dobrze, bo zarówno sama akcja, jak i występujące w filmie postaci narysowano kreską życzliwego karykaturzysty, co nie daje dużej przestrzeni do zagrania kartą melodramatyzmu. Nadto, nie sposób odmówić Kwiecińskiemu trafności obserwacji zarówno co do „młodych, wykształconych, z dużych miast”, jak i mieszkańców wsi, ze wszystkimi ich moralno-religijnymi przywarami. Biała sukienka nie jest to może wielkim studium socjologiczno-psychologicznym, sprawdza się jednak świetnie jako odbicie światopoglądowych debat, które – zatrzymane w czasie – nie tylko toczą się aż do dzisiaj, ale nawet polegają na wciąż tych samych argumentach. Niegasnąca aktualność, połączona z narracyjną i scenariuszową oryginalnością, to najważniejsze, ale bynajmniej niejedyne powody, by sięgnąć po ten udany średni metraż.
Michał Kwieciński – Biała sukienka
Reżyseria: Michał Kwieciński
Gatunek: komedia obyczajowa
Kraj produkcji: Polska
Rok: 2003
Opublikowano wW kilku zdaniach