Brytyjski dźwiękowiec przyjeżdża do Włoch, by podjąć pracę przy niskobudżetowym filmie grozy. Szybko okazuje się jednak, że zadanie to zaczyna go psychicznie przerastać. Sam pomysł – szkatułkowy film w filmie, a przy okazji hołd dla tych, których nie widać przed kamerą – jest świetny. Niestety, zupełnie brakło scenariusza, by przedstawić go w przekonującej formie. Strickland chce pokazać wrażliwego artystę, który osuwa się w odmęty szaleństwa, nie potrafi jednak zbudować narracji, która mogłaby przykuć uwagę, nie mówiąc już o tym, że w filmie nie ma cody! Owszem, złamanie klasycznej, trzyczęściowej struktury aktowej może podobać się krytykom, ale przeciętny widz pozostawiony jest z mnóstwem pytań i bez żadnych odpowiedzi. Na nic zda się tu znakomity Toby Jones, bo reżyser i scenarzysta (w tym wypadku jest to ta sama osoba) nie ujawnia jego osobowości, nie mówiąc już o motywacjach czy przeszłości. Berberian Sound Studio nie ratują również świetne zdjęcia i interesujące zabiegi formalne, brakuje bowiem najważniejszego – wciągającej opowieści. Sprawia to, że filmu po prostu nie sposób polecić, może poza tym, którzy wszystko już oglądali i rozpaczliwie szukają nowych środków wyrazu, nie bacząc na akcję albo jej nieobecność. Niestety, brak jasno wyklarowanego pomysłu sprawił, iż Strickland zmarnował szansę nakręcenia ciekawego obrazu w klimatach Davida Lyncha. Zamiast tego powstało dziwactwo – może początkowo intrygujące, ale w ostatecznym rozrachunku mało ciekawe.
Peter Strickland – Berberian Sound Studio
Reżyseria: Peter Strickland
Gatunek: horror
Kraj produkcji: Wielka Brytania
Rok: 2012
Opublikowano wW kilku zdaniach