Dwójka nowojorskich policjantów zatrzymuje japońskiego przestępcę, którego mają przetransportować do ojczyzny. Oskarżony jednak ucieka, Amerykanie ruszają zaś w pogoń za zbiegiem. W teorii opis ten, brany w raz z rokiem produkcji, sugeruje, iż będziemy mieli tu do czynienia z klasycznym dla lat osiemdziesiątych tzw. cop movie. I tak poniekąd jest. Mimo to w rękach Ridleya Scotta stereotypowy motyw nabiera unikatowego charakteru i bardzo sugestywnego klimatu. Ciemny filtr, dużo dymu, żywe światła Tokio i wrażenie kulturowej odmienności (by nie rzec – dziwności) sprawiają, iż można by pomyśleć, że Czarny deszcz nakręcono na planie Łowcy androidów. Do tego dochodzi naprawdę niegłupio poprowadzona, psychologicznie głęboka fabuła, doskonale odegrana przez parę Michael Douglas / Andy Garcia. Nie jest to oczywiście żadne wielkie, zapadające w pamięć kino, jednak niespotykany na dzisiejsze warunki poziom sprawności realizacyjnej, a zwłaszcza tkwiące u podstaw produkcji założenie, iż widz nie jest tępym odbiorcą, lecz umie wczuć się w osobowość i motywację postaci, powodują, iż Czarny deszcz świetnie broni się do dzisiaj. Kawał solidnego filmowego rzemiosła.
Ridley Scott – Czarny deszcz
Reżyseria: Ridley Scott
Gatunek: sensacyjny
Kraj produkcji: USA
Rok: 1989
Opublikowano wW kilku zdaniach