Menu Zamknij

Sanah, Królowa dram. O, nie rób tyle hałasu!

Królowa dram

Cztery platynowe płyty – nawet uwzględniając drastycznie niskie wymagania dotyczących certyfikacji, taki wynik robi wrażenie. Jeśli do tego wziąć pod uwagę, iż mówimy o debiucie, konkluzja może być tylko jedna: Sanah szturmem wdarła się na szczyty list przebojów, niepostrzeżenie wyrastając na najważniejsze muzyczne odkrycie trzeciej dekady XXI wieku. Sęk w tym, że jeżeli przyjrzeć się jej pierwszemu albumowi, można poważnie zacząć łamać sobie głowę nad zagadką, skąd tak wysokie noty i pełne zachwytów recenzje. Na myśl nasuwa się jedna tylko odpowiedź: Królowa dram to ni mniej, ni więcej, tylko płyta stworzona z myślą o statystycznym słuchaczu – tym, który chce tego, co już zna, sięga wyłącznie po single, a za substytut głębi wystarczy mu pozór najprostszych uczuć.

Muzyka pop nigdy nie miała oczywiście ambicji, by zmieniać świat czy dostarczać szczególnie intensywnych przeżyć artystycznych. Sanah wyraźnie mierzy jednak wyżej niż przeciętny wykonawca zadowalający się miałką melodią ułożoną do syntezatorowego podkładu. W warstwie instrumentalnej Królowa dram cechuje się różnorodnością i wyraźnie stara się rozwijać w różnych, przeciwnych niekiedy kierunkach: od ascetycznych, pełnych pogłosu utworów (Królowa dram), przez R’n’B (Koronki). aż po kompozycje stricte popowe, wyraźnie zamierzone na single (Szampan). A jednak w tej powierzchownej różnorodności da się usłyszeć zachowawczość, jak gdyby artystce zabrakło odwagi, by zaryzykować jakąś radykalną zmianę nastroju czy niespodziewany twist. Szczególnie rozczarowujące okazuje się ustawiczne wykorzystywanie ogranego instrumentarium – przede wszystkim pianina oraz smyczków. To właśnie z tego względu końcowe utwory brzmią, jak gdyby ułożono je w generatorze łzawych ballad. Wystarczy posłuchać Aniołom szepnij to (czego osobiście nie polecam, bo to jeden z najbardziej pretensjonalnych utworów, z jakimi zetknąłem się w życiu), by natychmiast przypomnieć sobie dziesiątki podobnych, na ogół znacznie lepszych utworów – ze Stone Cold Demi Lovato na czele. Można oczywiście komplementować, że kompozycji nie poddano zbyt agresywnej produkcji, przez co – inaczej niż wielu konkurentów – nie odrzucają one od pierwszych dźwięków. Nawet jeśli tak jest, to nie mam zamiaru ulegać tendencji do komplementowania piosenek za to, że ich nie zepsuto, a nie za to, iż są naprawdę dobre.

Sanah to jednak przede wszystkim charakterystyczny głos – jeden z tych, które rzadko trafiają się na polskim rynku muzycznym. Nie tylko wyróżnia się on na tle konkurencji, ale wypada bardzo dobrze technicznie: w melodiach, a zwłaszcza harmoniach wokalnych słychać dużą swobodę i naturalność. Nawet jednak te zalety nie są w stanie zmienić fatalnego wrażenia, jakie na słuchaczu robi maniera wokalistki. Królowa dram to kolejna z wielu wydawanych ostatnio płyt bezprzykładnie ignorujących reguły języka polskiego w zakresie akcentowania. Nawet dziesiątki piosenek Happysad i Sarsy, które cierpią na dokładnie tę samą przypadłość, nie są w stanie zmienić faktu, że jest to błąd, którego popowy artysta – zwłaszcza ten celujący w bardziej wymagającego słuchacza – powinien unikać. Gdyby zaś życzliwy Czytelnik chciał mi zwrócić uwagę, że to po prostu celowy zabieg artystyczny, poprosiłbym o racjonalne uzasadnienie takiego sposobu śpiewania. Owszem, można seplenić jak dziecko albo modulować głos, jeżeli śpiewa się jak dziecko (vide: Tuwimowy Tata da raka, wykonywany fenomenalnie przez Mirę Zimińską–Sygietyńską), ale musi stać za tym konkretny powód. Tu oczywiście takowego brak. Druga kwestia dotyczy dykcji, a dokładnie tendencji do niewypowiadania ostatnich sylab (doprowadzonego do rangi „zabiegu stylistycznego” w 2/10 i Sama), co stanowi poważny błąd. Równać się z nim może nie mniej rażąca wymowa niektórych słów, takich jak „dziewczenta”, „rzondzi” i „zaplontałam”. To właśnie z tych powodów wiele osób – w tym również ja – zamiast słuchać piosenek, skupia się na brakach technicznych. Można tylko mieć nadzieję, że żadna liczba diamentowych płyt nie uczyni z nich normy.

Niestety, Królowej dram nie jest w stanie uratować warstwa liryczna. Nie kwestionuję, że teksty stanowią miejscami względnie sugestywne opisy przeżyć wewnętrznych albo swoiste stopklatki z wydarzeń, które wydają się bliskie większości z nas. Sporo tu także żywych opisów samotności, zagubienia, zakompleksienia, co tłumaczyłoby, dlatego utwory te trafiają w gusta przedstawicieli pokolenia Instagrama, którzy – jak wskazują badania – poczucie własnej wartości budują na byciu dostrzeżonym przez otoczenie. Jednakże to, co wypada nieźle na przestrzeni dwóch czy trzech utworów, rozciągnięte na ponad trzy kwadranse staje się trudne do wytrzymania. Doskwiera w szczególności mało subtelnie opisywany smutek, który w pewnej chwili zmienia się w tani sentymentalizm, obrzydły w okolicach połowy płyty do granic przyzwoitości. Najkrócej rzecz biorąc, Królową dram można by dosłownie wyżąć z łez, a właściwie łezek, bo takim zdrobnieniem Sanah posługuje się nieprzyzwoicie często, z tą tylko różnicą, że raz łezki te są słodkie (Łezki me), a raz gorzkie (Proszę pana). Język tekstów wypada groteskowo, głównie poprzez połączenie trzech zupełnie do siebie nieprzystających stylistyk: infantylnych zdrobnień („buciki”, „nutki”), anglicyzmów i wyrażeń kolokwialnych („dissuje mnie”, „spoko”, „narka”), a także – gdzieś w tle – poważnych w zamierzeniu wersów, pretendujących do literackiej polszczyzny („Miły, ty nie pozwól, bym płakała”).

Wbrew wszelkim apologetom geniuszu Królowej dram, nie mam najmniejszych wątpliwości, że to zaledwie kolejna odsłona importowania na rodzimy grunt rozwiązań znanych z amerykańskiej muzyki pop. Brak idiotycznych tekstów i brzmieniowa asceza nie czynią jeszcze warstwy lirycznej nieinfantylną, a muzyki – interesującą. Marketingowym komunikatom o „nowym objawieniu na polskiej scenie pop” trudno się dziwić, bo taka jest ich rola, zaskakuje jednak, że tak wiele osób daje się im bezkrytycznie zwieść. Bo przecież debiut Sanah to – ni mniej, ni więcej – muzyka typowo popularna. Czy to źle? Dla kogoś, kto niczego nie oczekuje – nie. Jednak od jednej z najlepiej sprzedających się płyt roku 2020 należałoby chyba wymagać czegoś więcej – a tego Królowa dram nie oferuje.

Wykonawca: Sanah
Tytuł płyty: Królowa dram
Gatunek: pop
Data wydania: 2020
Długość: 53:57
5
Przeciętna
Opublikowano wEseje i analizy

Może Cię także zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *