Brytyjski dźwiękowiec przyjeżdża do Włoch, by podjąć pracę przy niskobudżetowym filmie grozy. Szybko okazuje się jednak, że zadanie to zaczyna go psychicznie przerastać. Sam pomysł – szkatułkowy film w filmie, a przy okazji hołd dla tych, których nie widać przed kamerą – jest świetny. Niestety, zupełnie brakło scenariusza, by przedstawić go w przekonującej formie. Strickland chce pokazać wrażliwego artystę, który osuwa się w odmęty szaleństwa, nie potrafi jednak zbudować narracji, która mogłaby przykuć uwagę, nie mówiąc już o tym, że w filmie nie ma cody!
Emerytowany górnik, Wiktor (Marian Dziędziel) i świeżo owdowiała nauczycielka muzyki, Barbara (Ewa Wiśniewska) wspólnie wyruszają w podróż nad morze. Choć pozornie dzieli ich bez mała wszystko, pokonywane razem kilometry pozwalają znaleźć wspólny język i porozumieć się zbłąkanym duszom. Wbrew temu, co można by wywnioskować z tego opisu, Jerzy Domaradzki jest reżyserem zbyt doświadczonym i inteligentnym, by swój film oprzeć na spranym schemacie „od wrogów do kochanków”.