Dzienniki Anny Kowalskiej wydają się wręcz predestynowane do sukcesu. Ich autorką jest pisarka znana ze stylu powściągliwego, wręcz chłodnego, a same zapiski obejmują lata niezwykle ciekawe – dwudziestolecie międzywojenne we Lwowie, wojenną tułaczkę, wreszcie okres stalinowski, a następnie tzw. odwilż. Niestety, ani historii, ani pięknej literatury nie ma tu zbyt wiele.
Jakiś czas temu, przy okazji omawiania Opowiadań greckich, pisałem że Anna Kowalska – ta od Dąbrowskiej, jak głosi tytuł wydanej biografii lwowskiej literatki – to postać niesłusznie zapomniana. Wśród wielu czynników winę za ten stan rzeczy ponosi między innymi fakt, że po jej śmierci ukazało się zaledwie jedno wznowienie jej dzieł. W rezultacie od lat 70. twórczość Kowalskiej pozostaje praktycznie martwa. Rok 2008 przyniósł pod tym względem istotną zmianę – wtedy bowiem ukazały się długo oczekiwane dzienniki pisarki.