Feliks Falk, reżyser tak ważnych dla polskiej kinematografii filmów jak Wodzirej, Szansa, Był jazz czy Komornik, wykorzystał czas pandemii, by w formie dialogu-rzeki (prowadzonego z samym sobą) przygotować autobiografię. Niestety po jej przeczytaniu na myśl nasuwa mi się wniosek, że lepiej jest chyba Falka oglądać, niż czytać. Książka cierpi bowiem na liczne wady, spośród których największą okazuje się brak głębszego wglądu w filmowe życie, którego Falk był przecież nie tylko świadkiem, ale także jednym z najaktywniejszych uczestników.
Jeden z najlepszych polskich reżyserów – autor klasycznych, choć niekiedy zapomnianych już filmów jak Świadectwo urodzenia, Westerplatte czy Drzwi w murze – przedstawia w retrospektywie swoje artystyczne osiągnięcia. Różewicz wspomina nie tylko okoliczności realizacji swoich dzieł, ale również ludzi, którzy towarzyszyli mu w niełatwych czasach, gdy wyzwaniem stawało się zdobycie taśmy filmowej czy wyjazd za granicę w celu odebrania nagrody.