Feliks Falk, reżyser tak ważnych dla polskiej kinematografii filmów jak Wodzirej, Szansa, Był jazz czy Komornik, wykorzystał czas pandemii, by w formie dialogu-rzeki (prowadzonego z samym sobą) przygotować autobiografię. Niestety po jej przeczytaniu na myśl nasuwa mi się wniosek, że lepiej jest chyba Falka oglądać, niż czytać. Książka cierpi bowiem na liczne wady, spośród których największą okazuje się brak głębszego wglądu w filmowe życie, którego Falk był przecież nie tylko świadkiem, ale także jednym z najaktywniejszych uczestników.
Klasyczna książka Tomasza Szaroty, która doczekała się aż czterech wydań. Nie bez powodu: autor wykonał iście benedyktyńską pracę, by na podstawie dokumentów, opracowań i wspomnień zrekonstruować bez mała każdy aspekt życia w okupowanej stolicy – zarówno z perspektywy naszych rodaków, jak również Niemców. Dzięki temu czytelnik otrzymuje potężne kompendium wiedzy na temat jedzenia, ubioru, transportu, kultury, pracy, handlu, przestępczości etc.
Stereotypowe postrzeganie polskiej literatury wydawanej tuż po wojnie polega na odczytywaniu jej przez pryzmat polityki. A przecież wśród powieści o partyzantach czy tzw. produkcyjniaków wiele było książek, które nie tylko nie dotykały bieżących wydarzeń, ale też mogłyby bez problemu ukazać się przed rokiem 1939. Jednym z takich przykładów są właśnie Opowiadania greckie Anny Kowalskiej.
Kto dziś pamięta o twórczości Anny Kowalskiej? Nie jest to – niestety – pytanie retoryczne. Choć jej nazwisko pojawia się niekiedy w rozważaniach nad literaturą polską ubiegłego stulecia, to najczęściej występuje w kontekście trwającej ponad dwie dekady przyjaźni z Marią Dąbrowską. Być może twórczość zmarłej w roku 1969 literatki zgłębia się jeszcze w salach seminaryjnych niektórych uniwersytetów, słuszna wydaje się jednak konstatacja, że wśród przeciętnych odbiorców nazwisko Kowalskiej nie wywołuje żadnych skojarzeń.