Jednym z największych paradoksów dotyczących płyty Maria Awaria jest to, iż warstwa instrumentalna ma na niej znaczenie drugorzędne. Owszem, utwory zaaranżowane są na bogate instrumentarium, a do tego sporo się w nich dzieje, nie da się jednak ukryć, że owe quasi-jazzowe kompozycje, ocierające się niekiedy o bossa novę, są jedynie tłem dla wokalu Marii Peszek. Ten zaś jest dość intrygujący, zwłaszcza, że operuje na bardzo szerokiej skali: od bez mała barytonu (jak w utworze Kobiety-pistolety) po sopran kojarzący się z Anną Marią Jopek (Miś). Niestety, wszystko grzebie warstwa liryczna. Idea, by napisać album koncepcyjny, dotyczący kobiecej cielesności, jest jak najbardziej godny pochwały. Gorzej, kiedy teksty sprowadzają się do rozprawiania o podawaniu biustu do niedzielnego rosołu (Rosół), obnażaniu „przecudnej urody napletka” (Miłość w systemie Dolby Surround) czy psa, który tęsknie wyje za cnotą swojej właścicielki (Reks). Niestety, owe fizjologiczne, niejednokrotnie śmieszące swą osobliwością opisy zupełnie nie pasują ani do subtelnych aranżacji, ani do namiętnego, ale nie mniej subtelnego głosu wokalistki. W efekcie prowadzi to do dysonansu, który wpływa na odbiór tej naprawdę solidnej technicznie płyty. Dlatego choć album ma swoje mocne strony, nie sposób z czystym sumieniem go polecić.
Maria Peszek – Maria Awaria
Wykonawca: Maria Peszek
Tytuł płyty: Maria Awaria
Gatunek: alternatywa
Data wydania: 2008
Długość: 46:40
Opublikowano wW kilku zdaniach