Ostatnia płyta zespołu pod wodzą Krzysztofa Grabowskiego przed piętnastoletnią przerwą w nagraniach. Mimo sentymentu, jakim darzę Bułgarskie centrum, jestem w pełni świadomy jej braków. Szybkiej muzyki jest tu jak na lekarstwo, może poza utworem tytułowym, otwierającą krążek piosenką Każdy nowy dzień rodzi nowe paranoje i Wirtualnymi chłopcami. Nawet jednak w tych kompozycjach gitara jedynie okazjonalnie korzysta z mocniejszego przesteru, a moc okiełznana jest za pomocą zabiegów produkcyjnych. Cała reszta to mniej lub bardziej rockowe kompozycje, które bez przearanżowania mogłyby trafić prosto na płytę Strachów Na Lachy. Czy to źle? No cóż, gdyby były to naprawdę dobre piosenki, to z pewnością nie. Sęk w tym, że nie wszystkie są równie udane. Józef K. kompozycyjnie się rozłazi, w Rockin’ in the Free World razi kwadratowy akcent wokalisty, a Egzystencjalny paw to autoplagiat z Ezoterycznego Poznania. Do tego dochodzi warstwa liryczna, nie tylko irytująca semantycznymi dziwolągami, ale obejmująca również… błędy językowe! Dlatego najchętniej wykroiłbym z tej płyty Drogę na Brześć – za dobry riff, ciekawe brzmienie gitary i bezpretensjonalny tekst. Cała reszta? Rockowe granie: miłe, ale zarazem takie, z którego nieuchronnie się wyrasta.
Pidżama Porno – Bułgarskie centrum
Wykonawca: Pidżama Porno
Tytuł płyty: Bułgarskie Centrum
Gatunek: rock
Data wydania: 2004
Długość: 53:11
Opublikowano wW kilku zdaniach