Menu Zamknij

Tag: Dramat psychologiczny

Panny z Wilka

Andrzej Wajda, Panny z Wilka. Mury opuszczonego kościoła

Jarosław Iwaszkiewicz posiadał niezwykły talent do pisania historii, które bez większego trudu da się przełożyć na język filmu. Nie może zatem dziwić, że lista jego dzieł – głównie opowiadań – które doczekały się ekranizacji, liczy kilkadziesiąt pozycji. Wśród nich są tak wybitne obrazy jak Ryś Stanisława Różewicza czy Matka Joanna od aniołów Jerzego Kawalerowicza. Panny z Wilka to natomiast tekst wyjątkowo trudny do oddania na celuloidowej taśmie – jednostajny, melancholijny, chwytający za serce refleksyjnością, trudną do wyrażenia obrazem.

Trzy kolory. Czerwony

Krzysztof Kieślowski, Trzy kolory. Czerwony. Zero absolutne

Ostatni film Krzysztofa Kieślowskiego to dzieło, które nie tylko spośród jego słynnego tryptyku, ale ogólnie całej filmografii, ma największe pretensje do sztuki wyższej. Niestety, choć reżyser sprawnie operuje technikami, by takie wrażenie wywołać, Czerwonemu brakuje treści, którą tę pieczołowicie skrojoną formę dałoby się wypełnić. W efekcie, zamiast głębokich przeżyć, produkcja budzi jedynie obojętność.

Mając w pamięci łacińskie powiedzenie finis opus coronat, można byłoby sobie szczerze życzyć, by film zamykający tryptyk Trzy kolory – a zarazem ostatnie dzieło w dorobku Krzysztofa Kieślowskiego – stanowił osiągnięcie szczytowe, wieńczące karierę jednego z najwybitniejszych polskich twórców kina. A jednak w chwili wejścia Czerwonego do kin krytyka, która nie przeczuwała jeszcze, iż jest to pożegnanie reżysera ze srebrnym ekranem, okazała się wyjątkowo niełaskawa. Twórcy zarzucano przeintelektualizowanie, braki scenariuszowe, a nawet wyraźne ciążenie ku operze mydlanej.

Pociąg

Jerzy Kawalerowicz, Pociąg. Kino sypialne pierwszej klasy

Jak mawia stare przysłowie, naśladowanie to najwyższa forma pochlebstwa. Jeżeli to prawda, wówczas bez obaw można powiedzieć, że Jerzy Kawalerowicz postanowił złożyć hołd kinu włoskiemu i francuskiemu z przełomu XX wieku. Niestety, samo odtwarzanie rozwiązań formalnych nie wystarczy, by dorównać Felliniemu i Buñuelowi.

Do rangi prawidłowości urasta już moja obserwacja, że im film bardziej doceniany w momencie premiery, tym jego odczytanie po latach wypada gorzej.* Jedynym bodaj wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy wydaje się osławiony efekt Mandeli, czyli żyjące w zbiorowej świadomości złudzenie, którzy wszyscy biorą za niepodważalną prawdę. Jak inaczej bowiem wyjaśnić szeroko podzielane przeświadczenie o wielkości danego dzieła, mimo jego oczywistych niedociągnięć i mankamentów, które musiały pobudzać do krytyki już w dniu premiery?

Trzy kolory. Niebieski

Krzysztof Kieślowski, Trzy kolory. Niebieski. Pięknie opakowana pustka

Kino psychologiczne, które nie chce zabrnąć w melodramatyzm, potrzebuje chłodu i dystansu. Jednakże ograniczenie paroksyzmów żalu i morza łez nie może dotrzeć do przeciwległego końca- czysto intelektualnego opisu życia uczuciowego. Niestety, Niebieski jest takim właśnie przykładem filmu, który z chęci uniknięcia tanich uczuć został ich całkowicie pozbawiony.

Tryptyk Trzy kolory, zamykający karierę Krzysztofa Kieślowskiego, uważany bywa za jego opus magnum – pomnik utrwalający artystę w historii polskiego kina. Trudno się temu dziwić: twórczość warszawskiego reżysera przez lata przechodziła liczne zmiany, osiągając w ostatnich dziełach poziom oceniany przez wielu jako najwyższy. Jest jednak również druga perspektywa – przyjmowana przez tych, którzy późnego Kieślowskiego oskarżają o regres: kicz, formalizm i narracyjną abstrakcyjność.