Ta licząca ponad 600 stron książka stanowi biograficzny zapis ostatnich miesięcy życia Tadeusza Borowskiego. Mimo jasno zarysowanego tematu, ważniejsze od samego autora Pożegnania z Marią jest tu tło dziejowe: komunistyczny rozkład państwowości, moralności i przyzwoitości. Urbankowski opisuje sale sądowe, na których toczą się sfingowane procesy, katownie UB, plebanie, na których księża czekają na aresztowanie, lokale, w których brylują „mierni, ale wierni” i wnętrza ministerialnych gabinetów.
Stereotypowe postrzeganie polskiej literatury wydawanej tuż po wojnie polega na odczytywaniu jej przez pryzmat polityki. A przecież wśród powieści o partyzantach czy tzw. produkcyjniaków wiele było książek, które nie tylko nie dotykały bieżących wydarzeń, ale też mogłyby bez problemu ukazać się przed rokiem 1939. Jednym z takich przykładów są właśnie Opowiadania greckie Anny Kowalskiej.
Kto dziś pamięta o twórczości Anny Kowalskiej? Nie jest to – niestety – pytanie retoryczne. Choć jej nazwisko pojawia się niekiedy w rozważaniach nad literaturą polską ubiegłego stulecia, to najczęściej występuje w kontekście trwającej ponad dwie dekady przyjaźni z Marią Dąbrowską. Być może twórczość zmarłej w roku 1969 literatki zgłębia się jeszcze w salach seminaryjnych niektórych uniwersytetów, słuszna wydaje się jednak konstatacja, że wśród przeciętnych odbiorców nazwisko Kowalskiej nie wywołuje żadnych skojarzeń.
Pisząc swoją książkę, Tatiana Țîbuleac wyraźnie próbowała osiągnąć dwa cele. Jeden z nich to naszkicowanie wiarygodnej relacji matka-dziecko w sytuacji wystawienia jej na ciężką próbę. Drugi to dowiedzenie, że związki rodzinne – nawet jeżeli trudne – mają dla nas znaczenie formacyjne, a przez to wymagają szczególnej troski. Niestety, obie te lekcje nie tylko wypadają sztucznie, ale – co gorsza – estetyzują zachowania patologiczne, które poza kartami powieści wymagają jednoznacznego napiętnowania.
Lato, gdy mama miała zielone oczy to przykład powieści skrojonej pod nagrody i wyróżnienia. Już sam temat osobistych, niełatwych bynajmniej uczuć, wzbogacony komentarzem społecznym na temat chorób psychicznych, daje nieodparte poczucie obcowania z literaturą jeżeli nie wielką, to przynajmniej do wielkości pretendującą. W przekonaniu tym utwierdza czytelnika poetycki styl prowadzonej z perspektywy lat narracji, przypominającej gorzką, pełną tęsknoty za przeszłością gawędę.
Ostatni zbiór opowiadań zapomnianego polskiego pisarza debiutującego w okresie tzw. odwilży, czyli w latach 50. ubiegłego wieku. Autor zaledwie dwóch zbiorów opowiadań – fenomenalnych Pięknych niedziel i Rozstania z Ireną – ze światem stricte literackim związany był krótko: już w roku 1960 zdjęto go z funkcji redaktora czasopisma „Współczesność” i przeniesiono do miesięcznika dla pracowników Rolniczych Spółdzielni „Nasz Sklep”. W latach 70. Chąciński wyjechał za granicę: najpierw do Londynu, a następnie do Australii.