Menu Zamknij

Kategoria: Film

Inni ludzie

Aleksandra Terpińska, Inni ludzie. Koszmar o Warszawie

Ekranizacja książki takiej jak Inni ludzi to zadanie beznadziejnie wręcz trudne. Jak bowiem tchnąć życie w zbiór memów o współczesnej kulturze, widzianej – po Freudowsku – jako źródło nieustannych cierpień? Na szczęście Aleksandra Terpińska to reżyserka na tyle zdolna, iż wyciska ona z tekstu źródłowego cały potencjał, to zaś, co dorzuca od siebie, stanowi dużą wartość dodaną. 

„Ile razy można oglądać to samo?” – chciałoby się donośnie zapytać po projekcji pełnometrażowego debiutu Aleksandry Terpińskiej. Ile jeszcze razy Warszawa (lub dowolna inna polska metropolia) zostanie sprowadzona do szarego morza betonu, upadłego bardziej niż Gotham City, opanowanego przez alkoholików i narkomanów, a przede wszystkim ludzi cierpiących na całkowity uczuciowy chłód, niczym klątwa przekazywany z pokolenia na pokolenie? O blokowiskach w latach dziewięćdziesiątych – tych, na których panowała beznadzieja, bieda i prawo silniejszego – opowiadał fantastyczny Poniedziałek Witolda Adamka, a z perspektywy czasu – Jesteś bogiem Leszka Dawida.

Okolice spokojnego morza

Zbigniew Kuźmiński – Okolice spokojnego morza

Kapitan Roman Markowski schodzi na ląd po pięciomiesięcznym rejsie. Ma nadzieję, że spędzi na nim nieco czasu – w Szczecinie ma dziewczynę, a w Warszawie byłą żonę i nastoletniego syna. Jego życie zawodowe i prywatne szybko się jednak komplikuje: syn ucieka z domu, armator wysyła go zaś w kolejny rejs. Celem Kuźmińskiego – bardzo skromnym zresztą – jest ukazanie osobliwego etosu pracy na morzu, zwłaszcza ciągłego niespełnienia: tęsknoty za wodą na lądzie, a za lądem na wodzie.

Dunkierka

Christopher Nolan, Dunkierka. Niemrawa inwazja

Nawet jeżeli oczekiwanie, by film o wydarzeniach historycznych nawiązywał do faktów idzie zbyt daleko, nadal można rozsądnie wymagać, by miał on treść. Naczelny problem Dunkierki polega zaś na tym iż jest to dzieło pozbawione nie tylko głębi, ale nawet racji dla swego istnienia. 

Setki tysięcy ludzi na plażach, odległe grzmoty dział artylerii, dziesiątki samolotów wroga na niebie, nerwowe manewry statkami na skrytych w mroku wodach kanału La Manche, chaos, strach, a zarazem wielki zryw patriotyczny setek zwyczajnych Brytyjczyków gotowych nieść pomoc własnym żołnierzom: to prawdziwa Dunkierka. Niestety, jest to zarazem ta Dunkierka, której w filmie Christophera Nolana się nie zobaczy. I nawet jeżeli usilnie utrzymywać, jak chcą niektórzy apologeci brytyjskiego reżysera, iż jego produkcja poświęcona ucieczce z francuskiego wybrzeża nie pretenduje do bycia dokumentem, to na niewiele się to zda. Owszem, zgadzam się, że Dunkierka to nie opowieść na faktach, to także nie film wojenny, dramat ani thriller.

Anna Karenina

Bernard Rose – Anna Karenina

Kolejna adaptacja jednego z najważniejszych dzieł kultury rosyjskiej – nieśmiertelnej powieści autorstwa Lwa Tołstoja. Rose nie sili się na żadne fabularne ani stylistyczne wolty: z charakterystycznym dla siebie, nieco onirycznym stylem konstruuje typową intrygę miłosną. Czyni to jednak ze znakomitym rezultatem. Uwagę zwraca przede wszystkim świetne aktorstwo: każda z głównych postaci – zwłaszcza Sophie Marceau i Sean Bean – brawurowo wczuwa się w swoją rolę, przez co świat przedstawiony od pierwszych chwil wypada autentycznie. Fenomenalne wrażenie robią także lokacje: nakręcenie filmu w Moskwie i Sankt Petersburgu okazało się świetnym wyborem, żadna bowiem lokacja leżąca poza Rosją (nie mówiąc o wnętrzu studia) nie jest w stanie uchwycić klimatu Wschodu.

Dobrze się kłamie

Paolo Genovese – Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

Grupa przyjaciół spotyka się na kolacji, by obserwować zaćmienie księżyca. W trakcie rozmowy wpadają oni na pomysł, by odczytywać na głos wszystkie przychodzące wiadomości i udostępniać połączenia telefoniczne. W myśl oryginalnego włoskiego tytułu („Doskonale nieznajomi”), na jaw zaczynają wychodzić kolejne skrzętnie skrywane tajemnice. Film Paolo Genovese chce uchodzić za ważny głos w debacie nad prywatnością w czasach mediów społecznościowych, a przy okazji ma ambicje, by zaniepokoić sumienie skalą wszechobecnego kłamstwa. Warstwa intelektualno-moralna nie wypada jednak tak przekonująco, jak wydawałoby się na papierze.

Zwierz

William Brent Bell – Zwierz

Amerykańsko-francuska adwokatka, Kate Moore (A.J. Cook) ma bronić w procesie mężczyznę oskarżone o brutalne zamordowanie przypadkowej rodziny. Choć początkowo nie wierzy ona w winę oskarżonego, będzie musiała zmienić zdanie, kiedy skonfrontuje się z nowymi dowodami. Już na samym początku powiem dla jasności: Zwierz to film głupi, którego scenarzysta nie ma pojęcia ani o pracy policji, ani o postępowaniu adwokatów, ani o działaniu systemu sprawiedliwości w Europie. Ogólnie rzecz biorąc, liczba nielogiczności i luk jest tu zatrważająca.

Kod zła

Osgood Perkins – Kod zła

Agentka FBI, obdarzona jakoby mocami parapsychicznymi, rusza w pogoń za tajemniczym człowiekiem, który zamieszany jest w sprawy powtarzających się od trzydziestu lat morderstw. Jak się okazuje, sprawa jest dużo bardziej pogmatwana i mroczna, niż początkowo mogłoby się zdawać. Cieszący się niezwykłym powodzeniem wśród tzw. profesjonalnej krytyki ni to thriller, ni pełnoprawny horror, wrażenie może robić co najwyżej bardzo statycznymi, pieczołowicie odmierzonymi kadrami i klimatem.

Mgła

John Carpenter – Mgła

Nadmorska miejscowość Antonio Bay wkrótce będzie obchodzić stulecie swego powstania. W noc poprzedzającą święto nad miasteczkiem zastyga gęsta mgła, z której wyłaniają się żądne zemsty duchy. Aby przeżyć, mieszkańcy muszą znaleźć odpowiedź na pytanie, kim są ci, którzy wyszli z głębin morza, a także dlaczego nawiedzili Antonio Bay. Choć film wydaje się typowym do bólu horrorem, John Carpenter to zbyt utalentowany reżyser, by chodzić na skróty i ograniczać się do banalnych rozwiązań.

Popiół i diament

Andrzej Wajda, Popiół i diament. Pozostał popiół

Popiół i diament to jeden z tych filmów, o których napisano bardzo wiele. Co zaskakujące, wśród dziesiątek mniej lub bardziej dogłębnych analiz nikt nie podjął się podstawowego zadania – uzasadniania wielkość tej produkcji w języku zrozumiałym i pozbawionym kwiecistych metafor. Po namyśle przestaje mnie to jednak dziwić: dosłowność to najlepszy sposób, by obnażyć całą miałkość dzieła Andrzeja Wajdy.

Kino doprawdy bywa nieprzewidywalne. Któż by się spodziewał, że jednym z najważniejszych filmów rodzimej kinematografii zostanie produkcja oparta na książce fundamentalnie zakłamanej, a do tego pełna realizacyjnych nieudolności i pozbawiona psychologicznej głębi? A jednak taki właśnie casus będę dziś analizował. Jest to zadanie tym trudniejsze, iż filmy Andrzeja Wajdy na ogół spotykają się z kultem, a nie solidną analizą. Ta ostatnia jest jednak niezbędna, by móc głośno powiedzieć: król jest boleśnie wręcz nagi.

Trzy kolory. Czerwony

Krzysztof Kieślowski, Trzy kolory. Czerwony. Zero absolutne

Ostatni film Krzysztofa Kieślowskiego to dzieło, które nie tylko spośród jego słynnego tryptyku, ale ogólnie całej filmografii, ma największe pretensje do sztuki wyższej. Niestety, choć reżyser sprawnie operuje technikami, by takie wrażenie wywołać, Czerwonemu brakuje treści, którą tę pieczołowicie skrojoną formę dałoby się wypełnić. W efekcie, zamiast głębokich przeżyć, produkcja budzi jedynie obojętność.

Mając w pamięci łacińskie powiedzenie finis opus coronat, można byłoby sobie szczerze życzyć, by film zamykający tryptyk Trzy kolory – a zarazem ostatnie dzieło w dorobku Krzysztofa Kieślowskiego – stanowił osiągnięcie szczytowe, wieńczące karierę jednego z najwybitniejszych polskich twórców kina. A jednak w chwili wejścia Czerwonego do kin krytyka, która nie przeczuwała jeszcze, iż jest to pożegnanie reżysera ze srebrnym ekranem, okazała się wyjątkowo niełaskawa. Twórcy zarzucano przeintelektualizowanie, braki scenariuszowe, a nawet wyraźne ciążenie ku operze mydlanej.