David Fincher to dla mnie od zawsze i na zawsze Siedem. Niestety, im reżyser starszy, tym jego instynkt do tworzenia dobrych produkcji okazuje się bardziej stępiony. Tragiczny Mindhunter, źle opowiedziany Skorpion i głupi w swoim zamyśle The Social Network to przykłady najnowsze. Azyl pokazuje natomiast, że reżyser zaczął obniżać loty znacznie wcześniej, bo już na początku tego wieku.
Typowa (czytaj: pozornie normalna, w rzeczywistości – skłócona) polska rodzina spotyka się na pogrzebie namiętnego gracza w totolotka. Sytuacja komplikuje się, gdy wychodzi na jaw, że zmarły został pochowany ze zwycięskim kuponem w kieszeni marynarki. Rozpoczyna się bezpardonowa walka o niespodziewane bogactwo. Mateusz Głowacki buduje film, który można streścić w zdaniu: „Znacie? To posłuchajcie!”.
Bezpośrednia kontynuacja intrygującego Poniedziałku, filmu, który – obok produkcji Pieniądze to nie wszystko Juliusza Machulskiego – jako jeden z pierwszych ukazywał mało chlubne konsekwencje przemian zmian ustrojowych początku lat 90. Tym razem dwójka znanych z poprzedniej części postaci – Bolec (Grzegorz Borek) oraz Dawid (Paweł Kukiz) – postanawiają zainwestować zdobyte pieniądze i na wiejskim odludziu założyć klub ze striptizem.
Dobrych filmów poświęconych losom tzw. żołnierzy wyklętych nie ma w polskiej kinematografii zbyt wiele. Na ironię zakrawa fakt, że jedna z takich produkcji – mowa o Popiele i diamencie Andrzeja Wajdy – powstała w okresie głębokiego stalinizmu. Choć panuje milcząca zgoda, iż dzieła tego nie wypada krytykować, nie zmienia to faktu, że historię Maćka Chełmickiego oparto na zakłamanej książce Jerzego Andrzejewskiego, zwanej na salonach stolicy Gówno i zamęt.
Filmowe przedstawienie dramatycznych wydarzeń, jakie rozegrały się w Gdyni w grudniu 1970 roku. Krauze odszedł jednak od typowego ujęcia historycznego, koncentrując oko kamery na postaci i losach Brunona Drywy. Niestety, decyzja ta okazała się zgubna. Aby bowiem skontrastować tę osobistą opowieść z dramatycznymi wydarzeniami, reżyser oddaje tę pierwszą językiem sielanki: nowe mieszkanie, wspaniała rodzina, nadzieje na lepszą pracę.
28 dni później było jednym z najbardziej oryginalnych filmów, jakie zrealizowano na początku tego wieku. Wykorzystując kontrolowaną niedbałość, zatrzymującą się w połowie drogi między normalnym filmem a found footage w stylu Blair Witch Project, Danny Boyle stworzył fenomenalną opowieść o końcu świata. Inaczej niż na przykład w World War Z, scenariusz wrzucał główną postać – kuriera rowerowego, Jima – w rzeczywistość po katastrofie, co reżyserowi pozwalało zaoszczędzić kosztów na rozmachu, a widzowi wraz z protagonistą odkrywać upiorny wymiar tego, co wydarzyło się w międzyczasie.
Kolejna z serii książek wydawanych przez PIW opowiadających o codzienności w dawnych czasach. Tym razem autor – znakomity mediewista Ryszard Kiersnowski – zabiera czytelnika na średniowieczny Dolny Śląsk. Okazuje się, iż dzieje tych ziem w rzeczonych czasach, pełne wojenek między książętami, fanatycznie religijnych świętych i katastrof naturalnych, są bardziej fascynująca, niż mogłoby się na pierwszy rzut wydawać.
Kanwą opowieści jest trwająca niemalże trzy lata blokada Leningradu, na temat której powiedziano już chyba wszystko. Gorter zdaje sobie z tego sprawę, dlatego jej dokument, choć wychodzi od dramatycznych wydarzeń nad Newą sprzed ponad ośmiu dekad, bynajmniej na nich nie poprzestaje. Wprost przeciwnie: głównym celem 900 dni jest oddanie postaw Rosjan wobec zarówno przeszłości, jak i teraźniejszości. Niektórzy z nich dumnie noszą swoje ordery, maszerując z portretem Stalina pod flagą ZSRR. Inni trzymają odznaczenia schowane głęboko w szafie, widząc, iż te puste kawałki metalu i wielkie słowa nie są w stanie pomóc im wydostać się z nędzy, w jakiej się znaleźli.
Film przedstawia mało znany moment z życia kard. Stefana Wyszyńskiego, który w czasie akcji Burza stacjonował w zakładzie dla ociemniałych w podwarszawskich Laskach. Syka skupia oko kamery przede wszystkim na codziennych dylematach, związanych z rozdarciem pomiędzy hasłem miłowania nieprzyjaciół a widocznym na co dzień zezwierzęceniem tych ostatnich. Konflikt moralny jest w tu w istocie przedstawiony wzorcowo.
Recenzja powstała we współpracy z Teatrem Polonia, który dostarczył zaproszenie na spektakl. Współpraca nie ma wpływu na ostateczny kształt recenzji.
Architekt Bernard (Wojciech Malajkat), nie może uznać kończącego się właśnie dnia za nieudany. Akurat dziś wypadają jego pięćdziesiąte urodziny. Z tej okazji jego żona organizuje przyjęcie–niespodziankę, o którym – jak to zwykle w takich przypadkach bywa – mężczyzna dobrze wie.