Gdzieś na stołecznym Mariensztacie pionierki właśnie stawiają ludowy dom kultury. Kolejne kamienice śródmieścia wyrastają wokół Alei Jerozolimskich. Góruje nad nimi monumentalna bryła Pałacu Kultury i Nauki, wyłaniająca się niczym peryskop łodzi podwodnej z morza ruin. Nowy ład – ale starzy ludzie. Część spośród nich dostosowuje się do skrzypiącej rzeczywistości, niektórzy jednak nie mają zamiaru iść na kompromis.
W wyniku zbiegu okoliczności Szyja (Paweł Domagała) zostaje sobowtórem celebryty Mikołaja Mazura. Dzięki temu może od podszewki poznać zepsuty świat warszawskiego show biznesu. Jak można się domyślić po tym lakonicznym, choć streszczającym znaczną większość fabuły opisie, w kontynuacji Wkręconych Piotr Wereśniak ponownie operuje na sprawdzonym schemacie qui pro quo.
Recenzja powstała we współpracy z Teatrem Polonia, który dostarczył zaproszenie na spektakl. Współpraca nie ma wpływu na ostateczny kształt recenzji.
Wydawać by się mogło, że temat podejmowany w Stowarzyszeniu Umarłych Poetów został już zupełnie wyczerpany – najpierw przez słynny film Petera Weira, a następnie przez powstałą na bazie tej produkcji książkę autorstwa Nancy Kleinbaum.
Autorem pamiętnika jest Zdzisław Broński (ps. Uskok), przedwojenny podoficer, który w czasach drugiej wojny światowej walczył w oddziałach Armii Krajowej, a potem – jako partyzant – należał do zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, działając na terenie województwa lubelskiego. Tom składa się z dwóch głównych części: wspomnień pisanych z perspektywy czasowej, a także prowadzonego na bieżąco dziennika.
W cyklu „Kwadrans, nie dłużej” zbieram wrażenia z filmów obejrzanych częściowo, które w ciągu kwadransa (lub pierwszych 20%) nie zachęciły mnie do dalszego seansu. Ocenianie jakiegokolwiek dzieła sztuki po cząstkowym zapoznaniu się z nim jest kontrowersyjne. Mimo to jest kilka powodów, by przyjąć takie podejście
Święta Bożego Narodzenia. Funkcjonariusz kontroli lotniskowej zostaje wplątany w intrygę: ma pozwolić na przemycenie śmiercionośnego środka paralityczno-drgawkowego na pokład samolotu. Stawką jest życie ludzi na lotnisku – w tym jego ciężarnej partnerki. Miejsce akcji i bożonarodzeniowa sceneria od razu każą szukać podobieństw z drugą częścią Szklanej pułapki.
Filmowy zapis zbrodni, jakich w latach 40. i 50. ubiegłego wieku dopuścił się krakowski morderca, Władysław Mazurkiewicz. Niestety, film Langa, który stara się opowiedzieć tę historię, okazuje się na tyle niekonsekwentny, że trudno precyzyjnie go streścić. Główną postacią nie jest bowiem sam Mazurkiewicz, ale ścigający go milicjant – Karski.
Trudno nie traktować filmów jako odbicia ducha czasów, w których powstają. Kino stanowi sugestywny nośnik naszych postaw, przekonań i aspiracji, nadziei i lęków, opisuje lub konstruuje świat, dzięki czemu pozostawia po nas niezafałszowane świadectwo, odsłaniające niekiedy to, co być może pragnęlibyśmy ukryć. Niestety, jeżeli przyszły widz postanowi wystawić cenzurkę trzeciej dekadzie XXI wieku na podstawie filmu takiego jak Moje wspaniałe życie, nie będzie ona zbyt korzystna.
Autor publikacji to jeden z najwybitniejszych w powojennej Polsce popularyzatorów wiedzy w zakresie nauki i techniki. W tej cienkiej książeczce, wydanej wspólnie przez IPN i Instytut Historii PAN, pokazuje on swoje inne oblicze: młodego człowieka rzucanego z miejsca na miejsce wichrami wojny. Praca składa się z trzech części, odpowiadających trzem etapom okupacyjnego życia Przyrowskiego.
Spośród wszystkich katastrof, jakie dotknęły nasz kraj po drugiej wojnie światowej, zatonięcie promu Jan Heweliusz pozostaje jedną z mniej znanych. Niemały w tym paradoks, biorąc pod uwagę, że – w odróżnieniu od wybuchu warszawskiej Rotundy czy katastrofy samolotu Tadeusz Kościuszko w Lesie Kabackim – wypadek ten wydarzył się już po transformacji ustrojowej. Nie ulega wątpliwości, że produkcja Heweliusz to duży krok w stronę zwiększenia zainteresowania wydarzeniami sprzed ponad trzydziestu lat.