Filmowa opowieść o utrwalonej w powieści Aleksandra Kamińskiego akcji, w trakcie której członkowie Grup Szturmowych Szarych Szeregów odbili towarzysza broni z rąk Gestapo. Film Łomnickiego jest pod wieloma względami niezwykły: oprócz wierności faktom (konsultantami byli m.in. uczestnicy tamtych zdarzeń), wrażenie robi pieczołowita scenografia i fantastyczne aktorstwo.
Filmy wojenne mogą być tworzone z różnych pobudek. Niektóre – na przykład Szeregowiec Ryan czy Wróg u bram – nastawione są na dostarczenie dobrego widowiska. Inne, jak Helikopter w ogniu czy Westerplatte Stanisława Różewicza, mają wiernie przedstawić wybraną bitwę. Jeszcze inne niosą przesłanie antywojenne, czego najlepszym przykładem jest klasyczne Na Zachodzie bez zmian, które doczekało się trzech ekranizacji.
Najpierw kilka stopni do góry, potem zakręt w lewo, kolejna klatka schodowa, dwa piętra w dół, wąski, ciemny korytarz, w którym siedzą realizatorzy. Wreszcie widownia i scena, choć użycie spójnika „i” jest tutaj nie na miejscu – obie dzieli co najwyżej pół metra nagiej, betonowej podłogi. Czy w ogóle jesteśmy jeszcze w teatrze?
Kolejna – po pracy Marcina Zaborskiego Lato ’39. Jeszcze żyjemy – publikacja poświęcona ostatnim wakacjom przed wybuchem II wojny światowej. Niestety, oprócz tematu, dzieli ona również większość problemów poprzednio już omawianego wydawnictwa. Lisiecka traktuje tytuł swojej książki bardzo umownie, przez co praca dotyczy właściwie całego dwudziestolecia międzywojennego, ostatnie lato przed wojną jest zaś na ogół jedynie małym fragmentem większej narracji.
Gdyby chcieć oddać samą tylko fabułę Konstelacji jednym zdaniem, najprościej byłoby sięgnąć do wiersza otwierającego tom Srebrne i czarne Jana Lechonia: „Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną / Powiem ci: śmierć i miłość – obydwie zarówno”. W rzeczy samej bowiem dramat Nicka Payne’a to prosta historia o dwójce ludzi, którzy poznają się, wiążą ze sobą, aż wreszcie przychodzi nieunikniony koniec.
Kontynuacja filmu Teściowie, zaadaptowanego ze sztuki teatralnej autorstwa Marka Modzelewskiego. Tym razem rodzice panny młodej i matka pana młodego, których ślub nie doszedł do skutku w części pierwszej, wybierają się do luksusowego hotelu, gdzie ma odbyć się uroczystość. Tak jak poprzednim razem, cały komizm ma wynikać z przeciwstawienia postawy nieporadnych prowincjuszy i obytych w świecie, ale cynicznych dorobkiewiczów.
Ostatnia pełnoprawna płyta Kory, a zarazem jedno z jej najwybitniejszych osiągnięć w ostatniej dekadzie artystycznej działalności. Niegdysiejsza wokalistka Maanamu nie ma zamiaru unikać skojarzeń z dawną formacją. Dlatego od samego początku Ping Pong wypełniają utwory stricte rockowe, choć każdemu z nich przypisać można nieco inny charakter.
Filmowa opowieść o jednym z najbardziej tajemniczych seryjnych morderców XX wieku. Fincher, który ma wprawę w opowiadaniu mrocznych historii – wszak to spod jego ręki wyszło fenomenalne Siedem – tym razem niestety wyraźnie się pogubił. Zodiak jest przede wszystkim o godzinę za długi, co wyraźnie widać zwłaszcza w miejscach, w których narracja zaczyna powtarzać te same informacje.
W imię uczciwości wyjdę od szczerego, acz kontrowersyjnego wyznania: nie jestem wielkim fanem ani Gamma Ray, ani power metalu w ogólności. Owszem, z recenzenckiego obowiązku znam dorobek Helloween czy Sabaton, ale otoczka tego gatunku – podniosłe riffy, rozpędzona podwójna stopa, falsety i cała ta celowo kiczowata stylistyka – stanowią dla mnie przeszkodę nie do pokonania.
Znana opozycyjna dziennikarka opisuje życie Rosjan, głównie tych zamieszkujących prowincję. Jak możemy się domyślić nie otwierając nawet okładki, egzystencja bohaterów jej reportaży jest smutna, pozbawiona nadziei i na ogół przedwcześnie dobiega końca.