Trójka pracowników śląskiej fabryki samochodów osobowych traci zatrudnienie. Aby zapomnieć o tym smutnym wydarzeniu, udają się na imprezowy wieczór do Warszawy, sfinansowany odprawą jednego z nich. W drodze powrotnej przymusowo zatrzymują się w małej miejscowości, gdzie lokalni mieszkańcy biorą ich za niemieckich biznesmenów, mających w okolicy zbudować fabrykę. Już ten lakoniczny opis sugeruje, że Wereśniak nie zamierza wychodzić poza wykorzystanie klasycznego komediowego motywu qui pro quo w odsłonie – co by nie mówić – cokolwiek prostackiej. Aby jednak ożywić ten skostniały schemat, potrzeba mimo wszystko zaoferować coś więcej niż mało wybredny rechot z prowincjonalnej mentalności – a na takim właśnie poziomie „żartów” zatrzymują się Wkręceni. Co gorsza, film nie jest świadomy, że sam stał się parodią komedii: śmieszy rzadko, za to znacznie częściej twarz widza wykrzywia zażenowanie. Bohaterowie nie budzą bynajmniej naszej sympatii i z daleka szeleszczą papierem, ich motywacje są zaś czysto umowne i służą wyłącznie temu, by spiąć kartki scenariusza. Jedyne, czym bez wątpienia produkcja się broni, to Zamość. Szkoda tylko, że to piękne miasto stało się lokacją na wskroś przeciętnego filmu.
Piotr Wereśniak – Wkręceni
Reżyseria: Piotr Wereśniak
Gatunek: komedia
Kraj produkcji: Polska
Rok: 2013
Opublikowano wW kilku zdaniach