W 50. rocznicę śmierci Jana Lechonia wydawnictwo „Więź” przygotowało szereg publikacji poświęconych poecie. Jedną z nich jest zbiór wspomnień pod redakcją Pawła Kądzieli. Redaktor dokonał kapitalnego wyboru tekstów, dających możliwie szeroki ogląd na postać autora Karmazynowego poematu. Są tu zarówno teksty opublikowane w kraju w czasach powojennych – a więc programowo bardziej krytyczne – jak również te pisane na obczyźnie, przede wszystkim przez bliskich przyjaciół poety. Trafiają się tu jednak nie tylko wspomnienia kolegów po piórze, ale również znajomych ze szkoły i rodziny. Całość ułożono w kluczu chronologicznym, przy czym szczególny nacisk Kądziela położył na okres nowojorski, zwłaszcza ostatnie miesiące i tygodnie życia Lechonia. Największym być może sukcesem publikacji jest to, że istotnie pozwala ona zrozumieć postać pochodzącego z Warszawy artysty: jego zgryźliwy humor, snobizm, neurotyczność, skłonność do depresji, a zarazem wielki, nazbyt szybko rozwinięty talent. I choć w tomie mogłoby się znaleźć jeszcze kilka tekstów – w tym z pewnością ciekawy list, jaki Kazimierz Wierzyński wysłał do Mieczysława Grydzewskiego tydzień po samobójczej śmierci ich wspólnego przyjaciela – to Wspomnienia o Janie Lechoniu stanowią wielopłaszczyznowy, barwny portret jednego z najważniejszych literatów XX wieku. Dla fanów pisarza jest to pozycja obowiązkowa.
Autor przybliża sylwetki czterech literatów, którzy współpracowali – mniej lub bardziej ochoczo – ze stalinowskim reżimem: są to Władysław Broniewski, Julian Tuwim, Konstanty Ildefons Gałczyński i Tadeusz Boy-Żeleński. Kitrasiewiecz umiejętnie nawiązuje do faktów biograficznych, by wyjaśnić, dlaczego omówieni przez niego pisarze dali się uwieść zbrodniczemu systemowi.
Kolejna – po pracy Marcina Zaborskiego Lato ’39. Jeszcze żyjemy – publikacja poświęcona ostatnim wakacjom przed wybuchem II wojny światowej. Niestety, oprócz tematu, dzieli ona również większość problemów poprzednio już omawianego wydawnictwa. Lisiecka traktuje tytuł swojej książki bardzo umownie, przez co praca dotyczy właściwie całego dwudziestolecia międzywojennego, ostatnie lato przed wojną jest zaś na ogół jedynie małym fragmentem większej narracji.
Znana opozycyjna dziennikarka opisuje życie Rosjan, głównie tych zamieszkujących prowincję. Jak możemy się domyślić nie otwierając nawet okładki, egzystencja bohaterów jej reportaży jest smutna, pozbawiona nadziei i na ogół przedwcześnie dobiega końca.
Autorem pamiętnika jest Zdzisław Broński (ps. Uskok), przedwojenny podoficer, który w czasach drugiej wojny światowej walczył w oddziałach Armii Krajowej, a potem – jako partyzant – należał do zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, działając na terenie województwa lubelskiego. Tom składa się z dwóch głównych części: wspomnień pisanych z perspektywy czasowej, a także prowadzonego na bieżąco dziennika.
Autor publikacji to jeden z najwybitniejszych w powojennej Polsce popularyzatorów wiedzy w zakresie nauki i techniki. W tej cienkiej książeczce, wydanej wspólnie przez IPN i Instytut Historii PAN, pokazuje on swoje inne oblicze: młodego człowieka rzucanego z miejsca na miejsce wichrami wojny. Praca składa się z trzech części, odpowiadających trzem etapom okupacyjnego życia Przyrowskiego.
Autor sięga do rodzinnych archiwów, by na podstawie fotografii i własnych wspomnień zrekonstruować opowieść o realiach polskiego przemysłu filmowego w okresie PRL. A ponieważ rodzice Pydy należeli do czołówki rzeczonego światka, ich syn ma w tym temacie wiele do powiedzenia: wymienia nazwiska, podaje fakty, przywołuje anegdoty, ale często w tym wszystkim sam wychodzi na pierwszy plan – co niekoniecznie jest zarzutem.
Książka poświęcona jest różnym formom ograniczenia wolności, jakie ustrój stalinowski stosował wobec obywateli do sławetnej odwilży, czyli roku 1956. Tadeusz Wolsza omawia kolejno trzy grupy placówek, w których przetrzymywano mniej lub bardziej słusznie skazanych: więzienia, obozy i ośrodki pracy więźniów. Każde z tych miejsc omówione jest wedle tych samych kryteriów, czyli m.in. wyżywienia, pracy, ucieczek i buntów albo czasu wolnego.
Pomysł na tę publikację – próba sportretowania nastrojów panujących na kilka tygodni przed wybuchem drugiej wojny światowej – był w swych założeniach bardzo interesujący, przede wszystkim dlatego, że dawał nadzieje na uzupełnienie istotnej luki w literaturze popularnohistorycznej. Niestety jego realizacja pozostawia wiele do życzenia.
Autor – wybitny historyk sztuki i wieloletni pracownik petersburskiego Ermitażu – postanawia odbrązowić obraz Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, czyli starcia ZSRR z Niemcami. Wysłany na front w wieku osiemnastu lat, Nikulin dokonuje niezwykle gorzkich, ale celnych obserwacji, dotyczących tego, czym w istocie był rzeczony konflikt zbrojny. W przeciwieństwie do pocztówkowej wizji bitew, w których potężna Armia Czerwona miażdży wroga nieposkromioną siłą sowieckiego żołnierza, Sołdat opisuje rzeczywistość diametralnie inną.