W wyniku zbiegu okoliczności Szyja (Paweł Domagała) zostaje sobowtórem celebryty Mikołaja Mazura. Dzięki temu może od podszewki poznać zepsuty świat warszawskiego show biznesu. Jak można się domyślić po tym lakonicznym, choć streszczającym znaczną większość fabuły opisie, w kontynuacji Wkręconych Piotr Wereśniak ponownie operuje na sprawdzonym schemacie qui pro quo.
Święta Bożego Narodzenia. Funkcjonariusz kontroli lotniskowej zostaje wplątany w intrygę: ma pozwolić na przemycenie śmiercionośnego środka paralityczno-drgawkowego na pokład samolotu. Stawką jest życie ludzi na lotnisku – w tym jego ciężarnej partnerki. Miejsce akcji i bożonarodzeniowa sceneria od razu każą szukać podobieństw z drugą częścią Szklanej pułapki.
Filmowy zapis zbrodni, jakich w latach 40. i 50. ubiegłego wieku dopuścił się krakowski morderca, Władysław Mazurkiewicz. Niestety, film Langa, który stara się opowiedzieć tę historię, okazuje się na tyle niekonsekwentny, że trudno precyzyjnie go streścić. Główną postacią nie jest bowiem sam Mazurkiewicz, ale ścigający go milicjant – Karski.
David Fincher to dla mnie od zawsze i na zawsze Siedem. Niestety, im reżyser starszy, tym jego instynkt do tworzenia dobrych produkcji okazuje się bardziej stępiony. Tragiczny Mindhunter, źle opowiedziany Skorpion i głupi w swoim zamyśle The Social Network to przykłady najnowsze. Azyl pokazuje natomiast, że reżyser zaczął obniżać loty znacznie wcześniej, bo już na początku tego wieku.
Typowa (czytaj: pozornie normalna, w rzeczywistości – skłócona) polska rodzina spotyka się na pogrzebie namiętnego gracza w totolotka. Sytuacja komplikuje się, gdy wychodzi na jaw, że zmarły został pochowany ze zwycięskim kuponem w kieszeni marynarki. Rozpoczyna się bezpardonowa walka o niespodziewane bogactwo. Mateusz Głowacki buduje film, który można streścić w zdaniu: „Znacie? To posłuchajcie!”.
Bezpośrednia kontynuacja intrygującego Poniedziałku, filmu, który – obok produkcji Pieniądze to nie wszystko Juliusza Machulskiego – jako jeden z pierwszych ukazywał mało chlubne konsekwencje przemian zmian ustrojowych początku lat 90. Tym razem dwójka znanych z poprzedniej części postaci – Bolec (Grzegorz Borek) oraz Dawid (Paweł Kukiz) – postanawiają zainwestować zdobyte pieniądze i na wiejskim odludziu założyć klub ze striptizem.
Filmowe przedstawienie dramatycznych wydarzeń, jakie rozegrały się w Gdyni w grudniu 1970 roku. Krauze odszedł jednak od typowego ujęcia historycznego, koncentrując oko kamery na postaci i losach Brunona Drywy. Niestety, decyzja ta okazała się zgubna. Aby bowiem skontrastować tę osobistą opowieść z dramatycznymi wydarzeniami, reżyser oddaje tę pierwszą językiem sielanki: nowe mieszkanie, wspaniała rodzina, nadzieje na lepszą pracę.
Kanwą opowieści jest trwająca niemalże trzy lata blokada Leningradu, na temat której powiedziano już chyba wszystko. Gorter zdaje sobie z tego sprawę, dlatego jej dokument, choć wychodzi od dramatycznych wydarzeń nad Newą sprzed ponad ośmiu dekad, bynajmniej na nich nie poprzestaje. Wprost przeciwnie: głównym celem 900 dni jest oddanie postaw Rosjan wobec zarówno przeszłości, jak i teraźniejszości. Niektórzy z nich dumnie noszą swoje ordery, maszerując z portretem Stalina pod flagą ZSRR. Inni trzymają odznaczenia schowane głęboko w szafie, widząc, iż te puste kawałki metalu i wielkie słowa nie są w stanie pomóc im wydostać się z nędzy, w jakiej się znaleźli.
Film przedstawia mało znany moment z życia kard. Stefana Wyszyńskiego, który w czasie akcji Burza stacjonował w zakładzie dla ociemniałych w podwarszawskich Laskach. Syka skupia oko kamery przede wszystkim na codziennych dylematach, związanych z rozdarciem pomiędzy hasłem miłowania nieprzyjaciół a widocznym na co dzień zezwierzęceniem tych ostatnich. Konflikt moralny jest w tu w istocie przedstawiony wzorcowo.
Chucky – najbardziej bodaj zabójcza zabawka w dziejach kina – powraca, tym razem w kostiumie uszytym na miarę XXI wieku. W stosunku do oryginalnej koncepcji zmiany są bardzo liczne, a niekiedy także fundamentalne. Tytułowy morderca to już nie opętana duchem zabawka, lecz zbuntowana sztuczna inteligencja, film zaś – oprócz aspektu czysto rozrywkowego – chce w nienachalny sposób skomentować konsumpcjonizm i wątpliwą moralność wielkich korporacji. Klevberg postanawia także wpleść do produkcji stylistyki nieobecne w oryginale.