Agentka FBI, obdarzona jakoby mocami parapsychicznymi, rusza w pogoń za tajemniczym człowiekiem, który zamieszany jest w sprawy powtarzających się od trzydziestu lat morderstw. Jak się okazuje, sprawa jest dużo bardziej pogmatwana i mroczna, niż początkowo mogłoby się zdawać. Cieszący się niezwykłym powodzeniem wśród tzw. profesjonalnej krytyki ni to thriller, ni pełnoprawny horror, wrażenie może robić co najwyżej bardzo statycznymi, pieczołowicie odmierzonymi kadrami i klimatem.
Nadmorska miejscowość Antonio Bay wkrótce będzie obchodzić stulecie swego powstania. W noc poprzedzającą święto nad miasteczkiem zastyga gęsta mgła, z której wyłaniają się żądne zemsty duchy. Aby przeżyć, mieszkańcy muszą znaleźć odpowiedź na pytanie, kim są ci, którzy wyszli z głębin morza, a także dlaczego nawiedzili Antonio Bay. Choć film wydaje się typowym do bólu horrorem, John Carpenter to zbyt utalentowany reżyser, by chodzić na skróty i ograniczać się do banalnych rozwiązań.
Trzydziestoletnia Zosia zostaje zdradzona przez narzeczonego. Czując na karku oddech upływającego czasu, kobieta postanawia szybko znaleźć odpowiedniego partnera, z którym mogłaby spędzić resztę życia. W tym celu spotyka się ze swoimi byłymi chłopakami. Debiut (a zarazem jedyny film fabularny) Migoń nie jest z pewnością komedią romantyczną, na jaką go kreowano. Jednocześnie, za sprawą pozornej lekkości, daleko mu do pełnoprawnego dramatu.
Policjantka Justa (Ewa Kaim) wraz z zespołem zajmuje się sprawą stacjonujących przed laty w Afganistanie żołnierzy, którzy giną w tajemniczych okolicznościach. Wkrótce nieznany zabójca porywa córkę kobiety. Justa staje do walki, w której będzie musiała balansować na granicy prawa. Już ten krótki opis dobitnie dowodzi, iż Beata Dzianowicz – odpowiedzialna nie tylko za reżyserię, ale także za scenariusz – nie stara się komplikować fabuły i realizuje film oparty na spranym motywie osobistej wojny przeciwko złu.
Cztery postaci znane większości z nas z podręczników od polskiego – Tadeusz Żeleński, Witkacy, Bronisław Malinowski i Joseph Conrad – budzą się w pokoju po narkotykowym tripie. Okazuje się, że wraz z nimi w pomieszczeniu znajduje się też trup słynnego francuskiego literata. Rozpoczyna się szalona ucieczka przez całe Zakopane, podczas której bohaterowie spotkają m.in. Karola Szymanowskiego, Józefa Piłsudskiego, a nawet Włodzimierza Lenina.
Są święta Bożego Narodzenia. Młody chłopak o nieprzypadkowym imieniu Mikołaj wsiada do losowego pociągu zauroczony piękną nieznajomą. Na pokładzie maszyny spotyka on całą galerią dziwacznych postaci, takich jak konduktor-służbista, mężczyzna, który nie może uciszyć niemowlaka, parę, która zgubiła swoje dzieci i kochliwą pracowniczka Warsu. Niestety, nawet te obdarzone sporym potencjałem komediowym typy nie są w stanie uratować filmu pod wieloma względami bardzo przeciętnego.
Kochająca matka i przykładna żona, Magda (Anna Smołowik) przypadkowo znajduje w parku ciało młodej kobiety. Śledztwo w sprawie morderstwa prowadzi komisarz Jacek Sikora (Paweł Domagała), niegrzeszący błyskotliwością – by ująć rzecz oględnie – dawny kolega Magdy. Owa nietypowa para, pomimo początkowych animozji, cierpliwie współpracuje, by znaleźć zabójcę, a przy okazji rozwikłać także inne niewyjaśnione sprawy z przeszłości. Piotr Mularuk uwarzył w swej produkcji prawdziwą mieszankę różnorodnych stylistyk i nawiązań.
Ekranizacja opowiadania Jana Himilsbacha. Grupa bezrobotnych bywalców kiosku z piwem zostaje zatrudniona przy rozładunku wagonów kolejowych. Jako że po zakończeniu pracy kierownik zakładu nie może im zaproponować odpowiedniego wynagrodzenia, organizuje przyjęcie. Jerzy Gruza bardzo dobrze uchwycił klimat literackiego pierwowzoru, starający się wydobyć swoisty romantyzm, tkwiący gdzieś w oczadziałych alkoholem duszach przedstawicieli tzw. dołów społecznych.
Emerytowany górnik, Wiktor (Marian Dziędziel) i świeżo owdowiała nauczycielka muzyki, Barbara (Ewa Wiśniewska) wspólnie wyruszają w podróż nad morze. Choć pozornie dzieli ich bez mała wszystko, pokonywane razem kilometry pozwalają znaleźć wspólny język i porozumieć się zbłąkanym duszom. Wbrew temu, co można by wywnioskować z tego opisu, Jerzy Domaradzki jest reżyserem zbyt doświadczonym i inteligentnym, by swój film oprzeć na spranym schemacie „od wrogów do kochanków”.
W trakcie wizyty w USA skrzypaczka Marta (Krystyna Janda) spotyka dyrygenta polskiego pochodzenia, Johna Lasockiego, który przed laty kochał się w jej matce. Wkrótce muzyk przyjeżdża do Polski, gdzie ma wysłuchać wykonania V Symfonii Beethovena, przygotowanej przez męża Marty, ambitnego i porywczego Adama (Andrzej Seweryn). Dyrygent to kolejny film Wajdy, który mógłby być naprawdę dobry, gdyby nie realizacyjne lenistwo skutkujące dużą liczbą rzucających się w oczy błędów technicznych, skutecznie psujących seans.