Menu Zamknij

Krzysztof Łukaszewicz, Orlęta. Grodno ’39. Po której stronie jesteś?

Orlęta '39

Swych umiejętności w zakresie realizacji kina wojennego Krzysztof Łukaszewicz dowiódł już znakomitym filmem Karbala. W przypadku Orląt. Grodno ’39 wystarczyło jedynie powtórzyć te same patenty, by osiągnąć podobny rezultat. Reżyser podszedł jednak do rzeczy bardziej ambitnie – dzięki temu powstał jeden z najlepszych polskich filmów wojennych ostatnich lat, a może nawet dekad.

Gdyby chcieć wymienić polskie filmy poświęcone ostatniej wojnie z Niemcami, lista taka z pewnością obejmowałaby kilkaset tytułów. Jeśli jednak użyć tego samego kryterium w odniesieniu do starć z Sowietami, sytuacja się komplikuje. Być może przy odrobinie dobrej woli można by wspomnieć o Katyniu Andrzeja Wajdy, w ten sposób jednak zestawienie stałoby się właściwie kompletne. Film Orlęta. Grodno ’39 wypełnia tę pożałowania godną lukę, a co ważniejsze – czyni to w znakomitym stylu.

Głównym bohaterem fabuły jest dwunastoletni Leon Rotman. Jego rodzina przedstawia typowe dla przedwojennych Kresów konflikt tożsamości. Nieżyjący ojciec chciał się przechrzcić, matka nie zamierza jednak odejść od judaizmu, a brat aktywnie działa na rzecz komunistów. Najmłodszy z Rotmanów rozdarty jest pomiędzy zewsząd go otaczającą polską kulturą a tradycją domu, w którym się wychowuje. Od tej pierwszej odstręcza go antysemicka postawa samozwańczych patriotów z ONR, od tych drugich zaś staroświeckość, żydłaczenie i brak poczucia przynależności kulturowej do narodu polskiego. Ów stan zawieszenia nie trwa jednak długo: kiedy na miasto spadają niemieckie bomby, a trzy tygodnie później wjeżdża pierwszy sowiecki czołg, trzeba się opowiedzieć po którejś ze stron. Leon wybiera sprawę polską, pomagając żołnierzom w beznadziejnej obronie oblężonego miasta.

Kultura dla Ciebie
Jedna wiadomość miesięcznie. Zero spamu. Recenzje, eseje, analizy. Klasyka i nowości. Bez uproszczeń, z szacunkiem dla czasu i inteligencji Czytelnika.

Wydaje się oczywiste, że głównym tematem filmu jest wojna. Takie stwierdzenie spłyca jednak zamysł, jaki w swej produkcji zawarł Krzysztof Łukaszewicz. W rzeczywistości bowiem Orlęta. Grodno ’39 opowiada przede wszystkim o dorastaniu i poszukiwaniu swojej tożsamości narodowej. Scena, w której młody Rotman co kilka chwil zmienia polski harcerski mundur na koszulkę z gwiazdą Dawida jest tego najdobitniejszym przykładem.

Dylematy te, oddane w powiększeniu i z dużym wyczuciem psychologicznym, stają się widzowi bardzo bliskie, zaczyna on rozumieć cały dramatyzm dokonanego wyboru, związany z nieuchronnym sprzeniewierzeniem się rodzinie i przejściem na drugą stronę barykady.

Konflikt ten nie byłby zapewne tak namacalny, gdyby nie genialna rola Feliksa Mateckiego. Aby dać wyobrażenie o jego talencie, dość powiedzieć, że od czasu Świadectwa urodzenia Stanisława Różewicza nie było w polskim filmie tak wybitnie odegranej roli dziecięcej. Postać Rotmana nie jest banalna, wymaga bowiem zagrania bardzo różnorodnych, dojrzałych, a zarazem skrajnych emocji, jak również wypowiadania dość długich fraz w jidysz. (Nota bene, Matecki posługuje się tym językiem z taką wprawą, jak gdyby urodził się na warszawskich Nalewkach przed wojną). Nie wiem, na ile jest to zasługa reżysera, a na ile naturalnego talentu samego odtwórcy roli Rotmana. Dość powiedzieć, że polscy filmowcy nie mają na ogół dobrej ręki do prowadzenia dzieci, a przykłady drewnianej gry młodych aktorów można by mnożyć w nieskończoność. Łukaszewicz okazuje się pod tym względem reżyserem wyjątkowo uzdolnionym i tylko cieszyć się należy, że on i trzynastoletni zaledwie Feliks spotkali się na jednym planie filmowym.

Mimo pogłębionej warstwy psychologicznej, która przywodzi mi na myśl moje ukochane Do zobaczenia, chłopcy Louise’a Malle, kiedy na scenę wchodzi wojna, film – by posłużyć się adekwatnym językiem – nie bierze jeńców. Sekwencje batalistyczne zrealizowane są fantastycznie. I nie mam tu na myśli dodanego w domyśle sztandarowego wyrażenia: „jak na polskie warunki”. Orlęta. Grodno ’39 to film stworzony miejscami na miarę Helikoptera w ogniu, na dodatek niezwykle brutalny, sugestywny i szorstki. Niektóre krwawe sceny, jak przepołowione twarze, pourywane kończyny czy spalone zwłoki, pojawiają się w polskim kinie bodaj po raz pierwszy. Są one jednak wprowadzone nie po to, żeby szokować, lecz by z pełnym naturalizmem i bez pudru oddać wojenne realia.

Dzięki temu widz ani na chwilę nie może pozbyć się poczucia zagrożenia, zwłaszcza, że pierwsza bomba zrzucona na Grodno straszy bardziej niż niejeden jump scare w dobrym filmie grozy.

Do tych scen świetnie pasuje muzyka Michała Lorenca, który może – mówiąc delikatnie – rozminął się z opinią mainstreamu w wielu kwestiach, nadal jednak ma wybitne wyczucie do tworzenia pięknych motywów nadających dodatkowy wymiar temu, co dzieje się na ekranie.

Muszę dodać jeszcze słowo komentarza natury politycznej, który wydaje się oczywisty, a ponadto może dałby się wyrazić mniej dosadnie, ale warto położyć na niego nacisk: każdy, kto uważa, iż Orlęta. Grodno ’39  to film antypolski, powinien fundamentalnie dokształcić się z zakresu dziejów naszego kraju. Nie ulega wątpliwości, że w Grodnie, jak i w wielu innych miejscach kraju, ONR nękał Żydów. Oczywiste jest też to, iż osoby wyznania mojżeszowego nie pozostawały dłużne, a część z nich, zwłaszcza młodszych – między innymi pod wpływem ucisku – wyraźnie się radykalizowała i przechodziła na stronę komunistów. Nie jest to żadna potwarz żadnego narodu, ale udokumentowane fakty historyczne, których potwierdzenie można znaleźć we wspomnieniach, prasie, a nawet aktach prawnych (jak sławetne getto ławkowe) z dwudziestolecia międzywojennego. Jeżeli ktoś wyrabia sobie zdanie o filmie Łukaszewicza na podstawie sceny, w której mieszkańcy Grodna z symbolem falangi na ramieniu napadają na żydowskich sąsiadów, to znaczy, iż nie dotrwał do analogicznej sceny, kiedy żydłaczący komuniści strzelają do polskich żołnierzy. Jeśli czegoś w fabule brakuje, to udziału Ukraińców, których postawa również była niejednoznaczna – część sympatyzowała z nazizmem, inni z komunizmem, mało który z nich natomiast żywił sympatię do polskich władz i obywateli. Nieobecni nie mogą być jednak oceniani. Ci zaś, których można winić, prezentują gradient nieoczywistych postaw – bo tak to właśnie wyglądało, nie tylko w Grodnie, ale Warszawie, Łodzi czy Krakowie. Każdy zaś, kto szuka jednoznacznych oskarżonych i skazanych, jest po prostu ignorantem.

Orlęta. Grodno ’39  to film właściwie pozbawiony wad. Narracja, aktorstwo, scenografia, muzyka – wszystko jest tu na poziomie światowym. Co więcej, nie jest to wojenna wydmuszka, która pod atrakcyjnym opakowaniem skrywa miałką treść (jak na przykład osławione 1917), lecz kino, które chce wyrazić uniwersalną prawdę o człowieku stojącym przed wyborem, od którego może zależeć jego życie. Nie przesadzę, jeżeli powiem, iż pod kątem intelektualnym, psychologicznym i realizacyjnym jest to jedna z najlepszych polskich produkcji ostatnich lat. Mało osób przyzna to jednak wprost, bo obraz uderza tak samo mocno w każdą opcję światopoglądową. Czyni to jednak sprawiedliwie: Łukaszewicz odrobił pracę domową i zaproponował film może niewygodny, ale prawdziwy. A to komplement, którego dziś można użyć coraz rzadziej.

Reżyseria: Krzysztof Łukaszewicz
Gatunek: Wojenny
Kraj produkcji: Polska
Rok: 2022
9
Rewelacyjny
Opublikowano wEseje i analizy, Film

Może Cię także zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *