Jednym z największych paradoksów dotyczących płyty Maria Awaria jest to, iż warstwa instrumentalna ma na niej znaczenie drugorzędne. Owszem, utwory zaaranżowane są na bogate instrumentarium, a do tego sporo się w nich dzieje, nie da się jednak ukryć, że owe quasi-jazzowe kompozycje, ocierające się niekiedy o bossa novę, są jedynie tłem dla wokalu Marii Peszek. Ten zaś jest dość intrygujący, zwłaszcza, że operuje na bardzo szerokiej skali: od bez mała barytonu (jak w utworze Kobiety-pistolety) po sopran kojarzący się z Anną Marią Jopek (Miś).
Jakiś czas temu, przy okazji omawiania Opowiadań greckich, pisałem że Anna Kowalska – ta od Dąbrowskiej, jak głosi tytuł wydanej biografii lwowskiej literatki – to postać niesłusznie zapomniana. Wśród wielu czynników winę za ten stan rzeczy ponosi między innymi fakt, że po jej śmierci ukazało się zaledwie jedno wznowienie jej dzieł. W rezultacie od lat 70. twórczość Kowalskiej pozostaje praktycznie martwa. Rok 2008 przyniósł pod tym względem istotną zmianę – wtedy bowiem ukazały się długo oczekiwane dzienniki pisarki.
Kochająca matka i przykładna żona, Magda (Anna Smołowik) przypadkowo znajduje w parku ciało młodej kobiety. Śledztwo w sprawie morderstwa prowadzi komisarz Jacek Sikora (Paweł Domagała), niegrzeszący błyskotliwością – by ująć rzecz oględnie – dawny kolega Magdy. Owa nietypowa para, pomimo początkowych animozji, cierpliwie współpracuje, by znaleźć zabójcę, a przy okazji rozwikłać także inne niewyjaśnione sprawy z przeszłości. Piotr Mularuk uwarzył w swej produkcji prawdziwą mieszankę różnorodnych stylistyk i nawiązań.
Sprawdzony przepis na współczesne polskie kino wymaga wykorzystania kilku składników: doniosłego problemu społecznego jako kluczowego punktu fabuły, nieznośnego moralizmu polegającego na nachalnym wykładaniu odbiorcy poglądów reżysera lub scenarzysty, galerii poważnie zaburzonych postaci promujących zupełny moralny i intelektualny upadek, wreszcie – zwłaszcza w przypadku komedii – wyraźnie zaznaczonych pretensji do sztuki wyższej, co na ogół kończy się pozbawieniem produkcji komizmu.
Kolejna – po książce Wierzyński. Sens ponad klęską – publikacja Wojciecha Wencla, w której autor przybliża losy Skamandrytów. Tym razem pod lupę bierze Jana Lechonia. O tym, że jest to postać tragiczna, świadczy zarówno wieloletnie poetyckie milczenie, jak i co najmniej dwie próby samobójcze (w tym jedna skuteczna). Autor przemierza wraz z twórcą Karmazynowego poematu ulice Warszawy w pierwszych latach XX wieku, następnie przenosi się do stolicy Francji, do Brazylii, a wreszcie – do Nowego Jorku.
Muzycy Happysad od zawsze podkreślali, że celem zespołu nie jest progres w graniu, a wręcz przeciwnie – jego upraszczanie. Mimo to trzecia płyta – często nazywana tą najtrudniejszą – zmusiła Jakuba Kawalca i kolegów do zmiany paradygmatu, bo na omawianym dziś wydawnictwie poszukiwania nowych kierunków są wyraźnie widoczne. Nieprzygoda to różnorodne metra, subtelne klawisze (Milowy las), a także inspiracje brzmieniami meksykańskimi (Taka historia) i jamajskimi (Jałowiec).
Ekranizacja opowiadania Jana Himilsbacha. Grupa bezrobotnych bywalców kiosku z piwem zostaje zatrudniona przy rozładunku wagonów kolejowych. Jako że po zakończeniu pracy kierownik zakładu nie może im zaproponować odpowiedniego wynagrodzenia, organizuje przyjęcie. Jerzy Gruza bardzo dobrze uchwycił klimat literackiego pierwowzoru, starający się wydobyć swoisty romantyzm, tkwiący gdzieś w oczadziałych alkoholem duszach przedstawicieli tzw. dołów społecznych.
Straty, jakie kultura polska poniosła w wyniku drugiej wojny światowej, nie ograniczają się wyłącznie do poległych i okaleczonych, zburzonych domów czy zrujnowanej gospodarki. Równie wielkim ciosem była emigracja wielu wybitnych artystów poza granice Polski. Na pierwszy rzut oka ucieczka tych, którzy – bądź co bądź – przeżyli wydaje się tragedią o innej skali niż ofiary Oświęcimia, Katynia czy – jak zwie go Władysław Bartoszewski w swych pracach – warszawskiego pierścienia śmierci.
Ta licząca ponad 600 stron książka stanowi biograficzny zapis ostatnich miesięcy życia Tadeusza Borowskiego. Mimo jasno zarysowanego tematu, ważniejsze od samego autora Pożegnania z Marią jest tu tło dziejowe: komunistyczny rozkład państwowości, moralności i przyzwoitości. Urbankowski opisuje sale sądowe, na których toczą się sfingowane procesy, katownie UB, plebanie, na których księża czekają na aresztowanie, lokale, w których brylują „mierni, ale wierni” i wnętrza ministerialnych gabinetów.
W roku 1979 o Maanamie mało kto słyszał. Owszem, grali w nim muzycy rozpoznawalni, jak John Porter czy Milo Kunis, ale zespół nie zdobył szerszej popularności. W roku 1980 o Maanamie słyszał chyba każdy. A wszystko to za sprawą XVIII Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, podczas którego grupa pod wodzą Olgi i Marka Jackowskich nie zdobyła wprawdzie żadnej nagrody, lecz zachwyciła publiczność. Największym problemem po występie okazał się brak płyty długogrającej – tę zarejestrowano dopiero w lubelskim studiu, a następnie wydano w roku 1981.